Suchacz.Eu - portal Stowarzyszenia Suchacz TAKA Wieś


Nawigacja

Random Photo

Galerie zdjęć:

name

Content


Przetłumacz stronę


PayPal

Zegar

Pogoda

name

Content

Kalendarz

<< Luty 2020 >>
Po Wt Śr Cz Pi So Ni
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29  

Reklama

Jeśli nie życzysz sobie aby jakiekolwiek dane w postaci obrazu lub tekstu były kojarzone z Twoją osobą możesz wystąpić za pośrednictwem poczty elektronicznej (msj@post.pl) lub telefonicznie (601 912910) o ich skasowanie. Zlecenie takie nie wymaga żadnego uzasadnienia.

Nawigacja

Ostatnie chwile wojny na Mierzei Wiślanej

Tomasz Gliniecki

Tak wyglądały ostatnie chwile wojny na Mierzei

U ujścia Wisły i na mierzei II wojna światowa zakończyła się później, niż w Berlinie. Opóźnieniu zakończenia walk winne były inaczej ustawione zegarki i wzajemna nienawiść. Wcześniej, na tym skrawku lądu między wodami morza i zalewu, przez trzy miesiące trwały ciężkie walki. Dziesiątki tysięcy niemieckich żołnierzy biły się tu dla osłony ewakuacji ludności cywilnej i dla szansy własnego odwrotu. Sowieci atakowali ich bez pardonu aż do 9 maja 1945 roku.

 

 

 

 

Fotografia 1

Udało mi się zlokalizować w archiwach dzisiejszej Rosji dwie serie zdjęć z poddania się jednostek niemieckich z mierzei. Część jednej z nich chcę tu pokazać jako namacalny dowód bliskości wojny w miejscu, gdzie dziś chętnie wypoczywamy na plażach. Wykonane przez Michaiła Sawina, zaczerpnięte zostały z waralbumu. Z kilkunastu wybieram kilka ujęć. Na początek jedna z fotek, pokazujących rozmowy o warunkach poddania części oddziałów. Tak wynika z opisu, jaki mają foty w archiwum. Na zdjęciu uchwycony jest tylko jeden sowiecki oficer w otoczeniu kilku Niemców. Kolumny żołnierzy stoją po obu stronach leśnej drogi. Jest w tym zdjęciu coś nieznośnie ciekawego, co sugeruje, że sytuacja nie była aranżowana do wykonania zdjęć - Sowieci nie zostawiliby jeńcom broni. Tymczasem, niemieccy oficerowie mają przypasaną broń osobistą. Obrócony tyłem major w skórzanym płaszczu ma i kaburę od pistoletu, i bagnet szturmowy. Pistolet, bo widać, że kabura nie jest pusta, ma też oficer niemiecki stojący najbardziej na prawo. On też podpowiedział mi, że zdjęcia mogły być robione w momencie poddawania się ostatnich, zdziesiątkowanych oddziałów Dywizji Grenadierów Pancernych Grossdeutschland, która walczyła wcześniej i osłaniała odwrót innych jednostek z Pillau (Piławy). Elitarna dywizja grenadierska Wehrmachtu wycofała się na Frisches Nehrung (Mierzeję Wiślaną) bez sprzętu, wykorzystując do przepłynięcia na mierzeję wszystko, na czym dało się płynąć - włącznie z drzwiami okolicznych stodół. Około tysiąca z nich ewakuowało się dalej - na Halbinsel Hela (Hel), ale część została. Myślę, że właśnie oddają się do niewoli. Skąd taka myśl? Z opaski dywizyjnej na rękawie munduru - ma on na niej wyhaftowany znak przynależności do najlepiej niegdyś wyposażonej dywizji niemieckich wojsk lądowych. Może dlatego oficerowie mają jeszcze broń - w uznaniu za ich odwagę i waleczność. W momencie kapitulacji Sowieci mogli sobie pozwolić na taki chwilowy, rycerski gest.


Obrazy: fot1.jpg
 

 

 

 

 

 

 

Fotografia 2
Tymczasem, stojący obok major jest i na kolejnym zdjęciu. Teraz jest odwrotnie, czyli tylko jeden niemiecki oficer w towarzystwie kilku Sowietów. Zaś krajobraz zupełnie inny, bo zamiast rzędów oddających się do niewoli niemieckich żołnierzy, mamy kolumnę wozów taborowych. Nie wiadomo, czyje były niedawno, w każdym razie teraz są na nich czerwonoarmiści. Więc albo to ich wozy, albo przechwycone zapasy niedawnych obrońców mierzei. Dwóch z tych ludzi widzieliśmy już na poprzednim zdjęciu. Jednym z nich jest niemiecki major, który był tam ustawiony profilem do fotoreportera. Jest w towarzystwie będącego po prawej oficera sowieckiego, który prowadził rozmowę na poprzedniej fotce. Choć tak naprawdę nie wiem, jaka była kolejność wykonywania tych zdjęć, po ich numeracji wnoszę, że taka, jak i ja je umieszczam. Na pewno zaś obaj oficerowie są parlamentariuszami. Teraz rozmówcami Niemca są stojący po lewej stronie dwaj wyżsi oficerowie - będący bliżej jest podpułkownikiem Armii Czerwonej. Być może teraz major ma wrócić i zanieść współtowarzyszom warunki kapitulacyjne.


Obrazy: fot2.jpg
 

 

 

 

Fotografia 3
Jeszcze wczoraj walczyli. Oberleutnant Hans Schäufler z 4 Panzer-Division wspomina: "Na szerokim na około 800 metrów pasku lądu, bębnili wciąż sowieci ze swojej lekkiej artylerii, ochrzczonej przez naszych "grzmiącą grzechotką", ponieważ słychać było jak te małe armatki strzelają. Tuziny salw armatnich zwanych „organami Stalina", setki pocisków z moździerzy wszelkich kalibrów, biły z niewielkiej odległości w mierzeję, a my nie mogliśmy nic na to poradzić. Przez Zalew Wiślany strzelały jakieś ciężkie działa - około 12,5 cm średnicy, na wprost. Z morza, w regularnych odstępach czasu, radzieckie łodzie artyleryjskie. Niezliczone, wrogie czołgi - T-34, Józef Stalin, amerykańskie Shermany, działa samobieżne o wzmocnionym opancerzeniu, nazywane "taranującymi kozłami", czyniły nasze życie bardzo ciężkim."
Jeśli wierzyć opisowi zdjęcia, na pojazdach jadą oddać się do niewoli żołnierze tej właśnie - 4. Dywizji Pancernej. Dwaj oficerowie sowieccy przygladają się rozbrojeniu. To chyba ci sami dwaj, którzy na poprzednim zdjęciu pertraktowali z niemieckim majorem. Niemcy są już bez broni ręcznej. Jadą, korzystając z transportu wozów pancernych, do punktu zbornego. Obsiedli, w ilu się dało, korpusy "pancerów", by nie iść pieszo piaszczystą drogą. Załogi pancerne jadą zdać sprzęt. Właśnie - ci w ciemnych mundurach to też pancerniacy, a nie esesmani. Wojska pancerne miały też na patkach kołnierza trupią czaszkę, ale o zupełnie innym kroju. Często jednak to podobieństwo było przekleństwem pancerniaków - brani za żołnierzy SS byli nie raz rozstrzeliwani bez sądu.

 

Obrazy: fot3.jpg

 

 

 

 

 

 

Fotografia 4
I może przy okazji dwa słowa wyjaśnienia z datami. 7 maja w Reims Niemcy podpisali przed sojusznikami akt bezwarunkowej kapitulacji. Ceremonię podpisania kapitulacji powtórzono 8 maja w Berlinie, by Sowieci mieli w nim odpowiednią rangę w reprezentacji marszałka Żukowa (i wiadomo, kto miał być zwycięzcą na fotografiach i w kronikach filmowych!). Walki miały ustać 8 maja. W dokumencie kapitulacyjnym ujęto to dosłownie tak:
"Niemieckie Naczelne Dowództwo zobowiązuje się do wydania rozkazów dla dowódców wszystkich sił lądowych, morskich i powietrznych znajdujących się pod kontrolą III Rzeszy Niemieckiej, aby przerwali akcje zbrojne do godziny 23:01 czasu Środkowo-Europejskiego dnia 8 maja 1945 roku, aby pozostali na swoich pozycjach i rozbroili się, składając broń do najbliższego Dowództwa armii sprzymierzonych albo oficerów wyznaczonych na Reprezentantów Dowództwa Armii Sprzymierzonych. Żaden okręt, czołg, samolot i inne uzbrojenie nie może być zniszczone, ani uszkodzone. Dotyczy to również aparatury radiowej, narzędzi, amunicji i każdej innej maszyny służącej armiom III Rzeszy Niemieckiej."
Oberleutnant Manfred Nase, dowódca kompanii z 12 Panzergrenadier Regiment zapamiętał te chwile na mierzei:
„Kiedy około godziny 23.00 major von Heyden, dowódca naszego pułku, otworzył zalakowaną kopertę, mieliśmy już czarno na białym dowód, że nasz los został ostatecznie przypieczętowany. Dla większości naszych ludzi oznaczało to sowiecką niewolę, jeśli nie bezsensowną śmierć.”
Być może inny oddział z mierzei uchwycił Michał Iwanowicz na zdjęciu następnego poranka, kiedy niemieccy żołnierze – już jako jeńcy – idą kolumną bez broni. Ci ze zdjęcia należeli do bowiem do wojsk powietrznych Luftwaffe – może to być obsługa dział przeciwlotniczych lub personel jedynego na mierzei lotniska wojskowego – Neutief.


Obrazy: fot4.jpg
 

 

 

 

 

 

 

Fotografia 5
Kolejne zdjęcie Sawina to pięknie skadrowana scena z ostatnich dni walk o mierzeję. Oczywiście, Sowieci znów musieli robić wszystko po swojemu - u nich obowiązywał czas nie środkowoeuropejski, lecz moskiewski – przesunięty o dwie godziny do przodu. A to oznacza, że zakończyli działania według swojego czasu nie 8, lecz 9 maja. Ten wieczór wspomina starszy sierżant Nikołaj Małowickij, walczący w oddziałach 48 Armii, uczestnik desantu na Frisches Nehrung, który zaczął się 26 kwietnia i spychał Niemców ku nasadzie "kosy". Jak wynika z opowieści, obie strony miały inaczej ustawione zegarki.
"Przed wieczorem wystrzały zaczęły cichnąć. Ale około dziesiątej zaczęła się taka kanonada! Z naszej strony doszli widać do wniosku, że na koniec trzeba frycom solidnie przyładować. A tamtym, jak sądzę, chciało się, póki jeszcze można, wyrzucić z siebie złość z powodu szybkiego i niesławnego końca "tysiącletniej rzeszy". Odpowiedzieli ogniem i walili do nas ze wszelkiej broni, jaką tam posiadali, nie żałując już nabojów. Wiecie, byłem na foncie od września 1943 roku, ale takiej nawały ogniowej nigdy wcześniej nie widziałem.
Z naszej strony strzelanina zakończyła się o 23.00. Z tamtej strony przestali około północy. I gdy ucichły, na koniec, wszystkie działa, w uszach pojawiła się dzwoniąca cisza. A potem, ogłuchli od wystrzałów, po kolei usłyszeliśmy: szum wiatru w lesie, plusk morskich fal..."


Obrazy: fot5.jpg
 

 

 

 

 

 

 

Fotografia 6
Michaił Iwanowicz Sawin. Sowiecki fotoreporter. Rocznik 1915. Zmarł w 2006 roku. Przeszedł z aparatem fotograficznym całą wojnę. Najpierw jako korespondent "Krasnoarmiejskiej Prawdy". Potem pracował dla "Ogonioka". W 1943 r. za zdjęcia z wyzwolenia Smoleńska dostał medal "Za odwagę", a po walkach w 1945 r., więc również za fotki z mierzei Frisches Nehrung przypiął do munduru medal "Za zwycięstwo nad Niemcami". Miał też Sawin niezłe poczucie humoru jak widać na zdjeciu, skoro dał się sfotografować pod tablicą dla odważnych - "Kto śmiały, ten cały".

 

Obrazy: fot6.jpg

Wygenerowano w sekund: 0.21
29,185,685 unikalne wizyty